7 grzechów głównych

Były sobie dęby, lipy i jawory…

...i miały po kilkaset lat, a że było ich 8, to łącznie mogły mieć ponad 2 tysiące lat!

Ale zacznijmy od początku, czyli od ich końca.

 

Jakiś czas temu wybrałem się na weekend do Mamy. Kiedy przyjechałem do domu, uderzyła mnie wyrwa w znanym mi od zawsze krajobrazie, rozgrodzony płot wokół naszego obejścia i widok ogromnych pni leżących w skraju drogi na końcu wsi. Tam, gdzie zaczynają się łąki i pola, a jeszcze niedawno, od kilkuset lat rosły 2 potężne, rozłożyste dęby i 3 miododajne lipy – echa dawnej alei. Drzewa spełniały kryteria ochrony pomnikowej. Mimo to skończyły, jak wiele innych w ciągu ostatnich lat. To jednak nie było wszystko. Decyzją urzędników 3 stare jawory czekały na ścięcie…

 

 

Drzewo jest jak (mała) planeta.

 

Pomnikowe olbrzymy powalono pod koniec kwietnia, a więc niezgodnie z prawem, którego działanie w tym przypadku było szczególnie zasadne. Mowa o wiekowych, dziuplastych drzewach, które w owym czasie były już zasiedlone przez patki. W poprzednim sezonie tylko te 5 rosnących w naszym sąsiedztwie było domem dla 12 par ptaków różnych chronionych gatunków. Nie będę się rozpisywać o tych, które się tam odżywiały, ani o milionach owadów, ani o setkach kilogramów żołędzi, ani o tlenie, który produkowały... Drzewa ścięto, gdy właśnie budziły się do życia - na początku okresu wegetacyjnego i w czasie, gdy pierwsze ptaki przystępowały do lęgów.

 

 

Ścięcie starego drzewa jest jak zniszczenie małej planety – całego mikrokosmosu.

 

Niektóre organizmy zależą od niego całkowicie i może się zdarzyć, że żyją zaledwie w kilku drzewach w Polsce, inne wiążą się ze swoim drzewem tylko sezonowo lub okazjonalnie. Im drzewo jest większe, starsze, bardziej dziuplaste i rosochate, tym więcej oferuje. Tym większa i bardziej różnorodna jest jego planeta i… wielkość zniszczenia, gdy zostaje ścięte.

 

 

Mogłoby ucierpieć drogie ogrodzenie, albo ręce.

 

Heniek - nasz sąsiad, lokalny biznesmen i pewnie najbogatszy człowiek we wsi, postawił nowy dom, ładnie go pomalował i otoczył ozdobnym, kutym płotem na ceglanym cokole. Dom postawił na swojej posesji, po przeciwnej stronie drogi, przy której rosły wiekowe drzewa. Gdy dom już stał i parkan również, doszedł do wniosku, że stare drzewa mogą stanowić zagrożenie dla jego majątku. Gdyby któreś z nich się przewróciło lub nawet gdyby odłamał się od nich jakiś konar, to mogłoby ucierpieć drogie ogrodzenie. Budynki w gruncie rzeczy nie były narażone. Właściciel, korzystając ze swoich praw, zwrócił się zatem do miejscowego urzędu gminy prosząc o usunięcie potencjalnie zagrażających drzew. Urząd rozpatrzył pozytywnie jego wniosek i zezwolił na ścięcie 5 kilkusetletnich, pomnikowych drzew.

 

Podanie Heńka i decyzja gminy zachęciły innych mieszkańców do podobnych działań. Do urzędu wpłynął drugi wniosek. Tym razem trzeba było naprawdę sporej wyobraźni, aby uwierzyć, że drzewa rosnące (znowuż) po drugiej stronie drogi mogłyby zagrozić budynkowi lub nawet ogrodzeniu. A jednak: wyobraźnia dopisała! Wyrok zapadł i stare jawory miały paść za dębami i lipami. W tym przypadku byłem dobrze poinformowany, więc mogę dodać, że najbardziej irytowały liście, które wiatr jesienią zanosił na bardzo skądinąd zadbane i wypieszczone obejście oraz cierpienie właścicieli wywoływane „odciskami na palcach od ciągłego zagrabiania liści”.

 

 

Specjalna komisja specjalna.

 

Chcąc dowiedzieć się jak doszło do takiego „prawnie umocowanego” wandalizmu i, przede wszystkim, uratować wciąż jeszcze żywe jawory, zadzwoniłem do urzędu gminy. Okazało się, że za sprawy ochrony środowiska w gminie odpowiedzialna jest Mariola – mieszkanka naszej małej wsi i na dodatek moja krewna. Gdy porozmawialiśmy o pogodzie i dowiedzieliśmy się co u nas słychać, zapytałem o ścieżkę decyzyjną w sprawach ochrony przyrody, w szczególności zaś dotyczących żywych pomników przyrody oraz cięć drzew i zakrzewień. Dowiedziałem się, że tego typu sprawy opiniuje osoba odpowiedzialna za ochronę środowiska, zaś ostateczną decyzję podejmuje jej przełożony – najczęściej naczelnik urzędu. Klimat rozmowy zdążył już mocno zgęstnieć. Zapytałem dlaczego gmina zezwoliła na wyrąb pomnikowych dębów i lip zamiast otoczyć je ochroną i może nawet zrobić z nich lokalną atrakcję. Po chwili ciszy usłyszałem: „Wiedziałam, że to się tak łatwo nie skończy i będą problemy! Chodziłam i mierzyłam te drzewa kilka razy. Nie chciałam brać tej odpowiedzialności na siebie. Powołałam specjalną komisję – był naczelnik, leśniczy, przedstawiciele rady sołeckiej, Heniek. Wszyscy widzieli te drzewa… ”. Ciągnąłem dalej: „Dlaczego nie uświadomiłaś tych ludzi? Przecież to twoja rola. W najgorszym wypadku wystarczyło je przyciąć…” W Marioli narastało zdenerwowanie - „Bo ty nie wiesz jak to jest z ludźmi. Jak poszłam do Marcinkowskich, żeby zabezpieczyli gnojowicę, która płynie drogą i ludzie się skarżą do gminy, to wyzwali mnie od różnych. Powiedzieli, że zrobiłam się wielka pani, bo w gminie pracuję, ale jak tak dalej pójdzie, to za długo tam nie posiedzę, a oni to załatwią!... Wiesz, po wszystkich się tego spodziewałam, ale nie po tobie!…” Kolejne telefony i próby wyjaśnienia sytuacji, a przede wszystkim nawiązania współpracy i powstrzymania decyzji o usunięciu kolejnych drzew nie przyniosły żadnego rezultatu.

 

 

Gwałtu! Rety!

 

Zdesperowana Mariola interweniowała u drugiego wnioskodawcy – tego od jaworów. Było to posunięcie strategiczne. Ów wnioskodawca również jest moim krewnym i to bardzo bliskim. Tym razem to do mnie dzwoniono i nie były to miłe telefony. Usłyszałem o sobie rzeczy, które zwykle uważa się za (bardzo) obraźliwe. Znowu padło dramatyczne „po wszystkich się tego spodziewałem, ale nie po tobie!” I znowu moje zapewnienia, że nie chodzi ani o stanowisko(?!) Marioli, ani o szczęście Wnioskodawcy, ale o kilkusetletnie drzewa, którym należy się szacunek i ochrona, zdały się na nic. W gruncie rzeczy nie udało mi się ich nawet zwerbalizować.

 

Decyzja była na takim poziomie zaawansowania, że nie można było jej powstrzymać. Tym bardziej, że Mariola wyjechała - na szkolenie do województwa. Jawory padły.

 

 

Sami swoi.

 

Okazało się, że w radzie sołeckiej, która zgodziła się na ścięcie drzew zasiadał mój (…drugi) brat. Zapytałem go więc, jak to się stało, ze pozwolili zrąbać 8 kilkusetletnich drzew?

 

Ten, trochę zmieszany, mówi mi, że on coś przeczuwał, że to mogłyby być nawet pomniki, ale „nikt nam nic nie mówił, a my się na tym nie znamy, to skąd mogliśmy wiedzieć?! Chłop poprosił, to dlaczego mięliśmy się nie zgodzić?”.

 

Krewni obrazili się na mnie, sąsiedzi przestali odzywać się do Mamy, a Mama zarzuciła mi, że „dla starych, głupich drzew kłócę się z własną rodziną i sieję zgorszenie we wsi!”

 

„Mamuś, właśnie o to chodzi, że stare, ale… na pewno nie głupie.”

 

 

Stare, mądre i zdrowe drzewa.

 

Wnioskodawcy uzasadniając swoje podania sięgnęli po najbardziej „oczywisty” argument twierdząc, że drzewa były stare i w każdej chwili mogły zostać powalone przez wiatr. Urzędnicy uznali ich argumenty za zasadne. Tymczasem powalone pnie nie wykazywały żadnych oznak choroby, czy słabości. Poza kilkoma martwymi konarami oraz jedną z lip, która rzeczywiście próchniała wewnątrz, drzewa były zupełnie zdrowe i w świetnej kondycji. Moje spostrzeżenia potwierdził leśniczy. Zapewniał, że przekazał informacje o dobrym stanie zdrowia urzędnikom i zachęcał ich do pozostawienia drzew, które powinny były być chronione jako pomniki przyrody. Ubolewał, że jego uwagi nie zostały uwzględnione. Jakby na pocieszenie (usprawiedliwienie?) opowiedział mi o całej alei wiekowych dębów, które osobistym staraniem uratował przed drwalami w gminie. Przy okazji dowiedziałem się również, że wewnętrzne próchnienie i tworzenie się czegoś na kształt rury jest charakterystyczne dla lip i paradoksalnie wzmacnia ich odporność na podmuchy wiatru i złamania.

 

Sam pamiętam, że jako dzieci, razem z Heńkiem, bawiliśmy się w takich ogromnych, głębokich na kilka metrów dziuplach w wielkich starych lipach. Mój ojciec z nieistniejących już lip zbierał kwiaty na herbatę. Z lipowym miodem, z pasieki drugiego sąsiada, pachniała i smakowała wspaniale.

 

 

Czy u Was też są takie drzewa?...

 

Dlaczego w trosce o mienie nieświadomych obywateli urzędnicy nie zatroszczyli się o ich (nasze) środowisko? Pomijając złamanie prawa, najgorsze jest to, że te drzewa nie musiały być ścięte. Ostatecznie mogły zostać częściowo przycięte i wciąż dzielić się swoim bogactwem – mimo, że okaleczone. Dlaczego tak się nie stało? Bezmyślność, brak wiedzy, brak kompetencji, czy strach – może wszystko razem? Zaczęło się od planu przestrzennego lub inspektora budowlanego, który pozwolił wybudować dom w krytycznej odległości od pomnikowych drzew. Przecież one były tam pierwsze. Wystarczyło przesunąć budynek dosłownie o kilka metrów – zapewniam, że miejsca na posesji jest bardzo dużo. Nawet jeżeli w grę wchodziły tzw. relacje społeczne, to tym razem cena za nie była zbyt wysoka i po prostu niekonieczna. Początkowo, nikt też nie poprosił o nasadzenie nowych drzew w ramach zadośćuczynienia (o ile w ogóle można użyć tutaj takiego słowa), chociaż prawo daje takie możliwości. Po wielu miesiącach, może roku, pojawiły się trzy sadzonki… sosny. Doprawdy trudno o gorszy wybór.

 

Martwe pnie leżały bardzo długo tam, gdzie kiedyś stały okazałe drzewa.

 

Mariola chyba się do mnie nie odzywa. Ostatnie, co mi powiedziała, to: „Teraz jak spojrzę na jakieś drzewo, to już zawsze będę pamiętać, co to może oznaczyć…” I może to jedyne pocieszenie w całej tej historii.

 

Ale mi ciągle żal – dębów, lip, jaworów…

 

Czy u Was też tak jest?...

 

 

PS. Wszelkie imiona zostały zmyślone, ale zbieżność wypadków wcale nie jest przypadkowa.

Autor: Jacek Karczewski

Źródło: Fot. Przemysław Mielczarek

Powiązane artykuły

Przetarg na grę komputerową o charakterze edukacyjnym.

Przetarg na grę komputerową o charakterze edukacyjnym.

31 maj 2012

Goniądz: Usługa w zakresie opracowania i produkcji gry o charakterze edukacyjnym w ramach projektu pn. Bądź na pTAK! Ogólnopolska kampania wiedzy i edukacji przyrodniczej, etap 2

WIĘCEJ >
Warsztaty przyrodnicze w Wolnym Mieście

Warsztaty przyrodnicze w Wolnym Mieście

09 maj 2013

Wiosna chyba na dobre zawitała nad morze… Wraz z osiedlem Wolne Miasto w Gdańsku postanowiliśmy z tego skorzystać i wspólnie zorganizowaliśmy warsztaty edukacji przyrodniczej dla najmłodszych sąsiadów tej zacnej inwestycji – przedszkolaków.

WIĘCEJ >
Pingwiny. Ptaki południowej półkuli

Pingwiny. Ptaki południowej półkuli

20 styczeń 2015

Prawdziwi survivalowcy pośród ptaków.

WIĘCEJ >