7 grzechów głównych

Lenistwo

Jej Wysokość Ochrona Przyrody.

Parki Narodowe zajmują w Wielkiej Brytanii ok. 10% powierzchni całego kraju (dla porównania w Polsce ok. 1%). 
W całej Wielkiej Brytanii funkcjonuje ponad 3 tysiące organizacji ochrony przyrody, które łącznie posiadają ponad 4 tysiące rezerwatów, rozciągających się na łącznej powierzchni ok. 450 tysięcy hektarów. Wspiera je ponad 2-milionowa rzesza członków. Niektóre z tych organizacji to w praktyce potężne firmy dające zatrudnienie tysiącom osób. Olbrzymią rolę odgrywają wolontariusze, których na Wyspach, w organizacjach ochrony przyrody jest ponad 200 tysięcy.  Wspieranie ochrony przyrody jest traktowane jak patriotyczny i obywatelski obowiązek. Zainteresowanie przyrodą, w szczególności zaś birdwatching, są nieustająco cool i coraz bardziej trendy.

Królowa Elżbieta II podczas dorocznego tradycyjnego liczenia łabędzi na Tamizie.

 

Zamieszki w Cambridge

Późną wiosną 1978 roku, w College’u Emmanuela na Uniwersytecie w Cambridge wybuchł skandal. College ten słynny był z dwóch powodów. Po pierwsze, był jednym z niewielu w Cambridge kollegiów posiadających swój własny staw z kaczkami, będący zresztą prawdziwą ozdobą uniwersyteckich ogrodów. Drugim powodem sławy był zatrudniony tam kierownik aprowizacji, niedoszły mistrz kuchni, starający się realizować swoje gastronomiczne pasje, wymyślając coraz to nowe ekscentryczne zestawy obiadowe w uczelnianej stołówce. Pomimo tego, że z całych sił próbował urozmaicić stołówkowy jadłospis i wprowadzić do niego mało popularne w Anglii lat 70-tych składniki, nie był lubiany przez brać studencką i często stawał się obiektem niewybrednych żartów, zwłaszcza ze strony studentów młodszych roczników.

Staw z kaczkami w Kolegium Emmanuela w Cambridge

Pewnego dnia, około południa, wiosną 1978 roku, na drzwiach stołówki pojawiło się menu na kolację, a w nim pieczone przepiórki. Kiedy tylko dostrzegli to studenci, natychmiast zakleili „przepiórki” i wpisali na ich miejsce “Pieczone kaczątka a la Emmanuel“. Nie trudno było skojarzyć tego z puszystymi  kaczątkami, które w tym czasie w dużej liczbie pływały po stawie.

Kiedy po paru godzinach na kolację zaczęli schodzić się pracownicy uczelni i studenci, do pokojowej akcji protestacyjnej wkroczyli członkowie uczelnianego koła Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. To, co rozpoczęło się jako spokojny protest w ochronie kaczych piskląt, wkrótce zaczęło przybierać rozmiary regularnych zamieszek. Tłuczono talerze i półmiski, rozrzucano jedzenie. Gniewny tłum wkroczył do kuchni, a rozwścieczeni studenci rozbiegli się po terenie kolegium w poszukiwaniu bogu ducha winnego kierownika aprowizacji. Stłuczone zostały butelki sherry stojące na stole dla pracowników naukowych. Według relacji niektórych uczestników zajścia, pod wpływem niecodziennych emocji zemdlał kapelan kolegium.  Atmosfera była tak podgrzana, że gdyby nie interwencja samego rektora i pośpieszne wyjaśnienie “żartu” przez samych jego autorów, mogłoby dojść do linczu. Stołówka kolegium Emmanuela prawdopodobnie nie pamiętała podobnych scen od czasu jego ufundowania w roku 1584.

 

Miejskie Wróble, dobre dzieci i bezwzględni kapitaliści

Zdarzenie z Cambridge z wiosny 1978 to tylko jeden z wielu przykładów tego, jak Brytyjczycy, powszechnie uznawani za sztywnych, zimnych i flegmatycznych, potrafią uzewnętrznić ogromne emocje, uczucia i prawdziwą pasję.  Wszystko w obronie przyrody, a zwłaszcza ptaków, które w Wielkiej Brytanii mają status zupełnie specjalny.

Żeby spróbować ten fenomen wyjaśnić należałoby cofnąć się o co najmniej 200 lat. Na początku XIX wieku, zdecydowana większość mieszkańców Wysp Brytyjskich zamieszkiwała na wsi. Po 100 latach, na wsi mieszkał już tylko 1 na 5 Brytyjczyków. Ta olbrzymia migracja ludzi do miast była jedną z konsekwencji rewolucji przemysłowej, u podstaw której leżało skonstruowanie maszyny parowej i mechanizacja, a z czasem umasowienie produkcji.

Tanią i łatwo dostępną siłę roboczą młodych angielskich ośrodków przemysłowych stanowili mieszkańcy wsi, którym trudno się jednak było odnaleźć w miejskich realiach. Zwłaszcza, że nowopowstające miasta-ośrodki przemysłowe były jednym z najgorszych miejsc do życia, jakie można było sobie wyobrazić. Miasta te w dużej mierze przypominały zadymione slumsy, w których ludzie raczej wegetowali, niż żyli, a średnia długość życia nie przekraczała 20 lat!

Londyn XIX w. Rys. Gustave Dore

Naturalnym odruchem tych nieszczęsnych mieszkańców ówczesnych miast, kompletnie pozbawionych drzew i zieleni, była próba uchwycenia jakiejkolwiek namiastki wiejskiego życia - jakiejkolwiek nici łączącej ich z naturą. Pod wpływem takiej nostalgii i tęsknoty za przestrzenią pól i czystym powietrzem, ludzie zwrócili się ku… wróblom. Wróble, jako jedne z niewielu ptaków w ówczesnych miastach radziły sobie całkiem dobrze. I to Wróble właśnie połączyły ludzi z naturą w miejscach, w których natura wydawała się nierealnym snem z przeszłości. Skromny Wróbel stał się symbolem utraconej wolności. Na fali sympatii i sentymentu do Wróbli i innych drobnych przejawów obecności Przyrody w brutalnych przemysłowych miastach, przejście do zorganizowanej ochrony przyrody było już tylko małym krokiem.  A najwspanialsze w tej historii jest to, że tego kroku dokonał… dzieci.

Orkiestry Ochrony Zwierząt

W 1864 roku, w Newcastle na północy Anglii powstało pierwsze dziecięce ptasie stowarzyszenie skupione wokół ukazującego się co tydzień pisemka Dicky Bird Society. Jego popularność rosła w tempie astronomicznym. Już po paru latach powstała cała sieć, która skupiała setki tysięcy, a wkrótce miliony członków. Pierwotną intencją założycieli było zachęcenie dzieci do dokarmiania ptaków, ale wkrótce zrozumiano, że jest to tylko punkt wyjścia do prawdziwej przyrodniczej edukacji i do budowania szlachetnej wrażliwości wobec przyrody.

Na fali tej ogromnej popularności, w roku 1876 powstało Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt, które w niedługim czasie objęte zostało patronatem królowej Wiktorii i od tego momentu miało prawo do używania na początku swej nazwy przymiotnika Królewskie: Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals – RSPCA. Kampanie RSPCA, w tym werbowanie nowych członków, prowadzone były z niezwykłą energią, głównie podczas przemarszów po ulicach miast tzw. Orkiestra RSPCA.

Przysięga składana przez dzieci wstępujące w szeregi Towarzystwa brzmiała tak:

“Niniejszym solennie obiecuję

być dobry dla wszystkich Istot Żywych,

ochraniać je z całej mojej mocy,

zimą dokarmiać ptaki

i nigdy nie zabierać jaj z ich gniazd”. 

Pod koniec XIX wieku Zjednoczone Królestwo było nie tylko najpotężniejszym mocarstwem świata, było także triumfem filozofii kapitalizmu. Filozofii, która zainspirowana darwinizmem, nakazywała poleganie na własnej inwencji, zdolnościach, pracowitości, inicjatywie i zdolności przetrwania. Wierzono wtedy, że zarówno świat ludzki, jak i przyroda muszą rządzić się bezwzględnymi prawami ewolucji, a co za tym idzie, przetrwać powinni jedynie najsilniejsi.   Dokarmianie ptaków coraz częściej traktowano jako przejaw taniego sentymentalizmu. Dlatego, kiedy w latach 1890-1891 Wyspy Brytyjskie doświadczyły wyjątkowo mroźnych i surowych zim, podczas których ptaki masowo ginęły z głodu, RSPCA i dziecięce koła miłośników ptaków przeszły prawdziwy sprawdzian ideologiczny. W ostatecznej potyczce zatriumfowała jednak postawa humanitaryzmu, która pod koniec epoki wiktoriańskiej doprowadziła nie tylko do stworzenia nowej wrażliwości w podejściu człowieka do natury, ale także spowodowała, że rosły nowe pokolenia młodych ludzi autentycznie zainteresowanych przyrodą.

 

Holendrzy osuszają angielską Biebrzę

Kiedy w 17 wieku na Wyspach Brytyjskich rozpoczęło się przy wydatnym udziale Holendrów osuszanie olbrzymich torfowisk  w południowo-wschodniej Anglii, nikt nie zdawał sobie sprawy, że dokonuje się w tym kraju pierwsza nowożytna ekologiczna katastrofa w całości spowodowana przez człowieka. Jej skutki Brytyjczycy odczuwają do dziś, a od wielu lat trwają intensywne próby ratowania tego, co z tych niezwykłych wilgotnych obszarów jeszcze pozostało – a pozostało zaledwie około 1%. Osuszenie tych mokradeł – których środowisko było bardzo podobne do polskiej Doliny Biebrzy – nie tylko spowodowało w lokalnej skali zmiany klimatyczne, zniszczyło niezwykle bogatą bioróżnorodność, ale przede wszystkim doprowadziło całe populacje wielu gatunków wodnych ptaków na skraj wyginięcia.

 

Sufrażystki i perkozy

Jakby mało było skutków katastrofy związanej z masowym niszczeniem siedlisk, kobieca moda doprowadziła na skraj przepaści wiele gatunków wodnych ptaków. Pod koniec XIX wieku, w damskiej modzie niepodzielnie zapanowały pióra. Ówczesne elegantki nosiły je nie tylko w kapeluszach – pióra zdobiły suknie, rękawiczki, szale i wierzchnie okrycia. Z upływem lat, następowała prawdziwa eskalacja, która koncentrowała się głównie na nakryciach głowy. Na początku damy ozdabiały swoje kapelusze jedynie piórami, na późniejszym etapie, w kapelusze wkomponowywano ptasie skóry. Ostatecznie modniarska konkurencja pomiędzy ówczesnymi celebrytkami doprowadziła do tego, iż kobiety nosiły na kapeluszach całe wypchane ptaki. Jakby tego było mało, często wokół szyi owijały sobie nie jednego, ale co najmniej dwa lisy (lub raczej ich skóry), a dłonie chroniły przed zimnem w mufkach, do produkcji których używano całych ptasich skór. Wkrótce odkryto, iż szczególnie dobrze nadają się do tego skóry i pióra ptaków wodnych. Ze względu na swoje naturalne właściwości nie nasiąkały one wodą, dzięki czemu były wodoodporne i bardzo ciepłe.

W wyniku szalonego wręcz popytu na pióra i skóry wodnych ptaków, pod koniec XIX wieku na Wyspach Brytyjskich wytrzebiono nieomal doszczętnie Perkoza Dwuczubego.

Na swoje nieszczęście ten piękny wodny ptak (a raczej to, co z niego zostało po wyprawieniu) nadawał się szczególnie dobrze do produkcji mufek. Polowania na perkozy na potrzeby damskiego krawiectwa doprowadziły do tego, iż w drugiej połowie XIX wieku, w Wielkiej Brytanii pozostało zaledwie około 100 lęgowych par Perkoza Dwuczubego.

Na szczęście dla perkozów, w latach 80-tych XIX wieku, przyszło opamiętanie – bynajmniej nie przypadkowo! Niewielka grupa kobiet z wyższych sfer, nazwanych później “ornitologicznymi sufrażystkami”, zdała sobie sprawę z tego, iż szaleńczy „wyścig” modystek oznaczać może całkowitą zagładę wielu gatunków ptaków. Skojarzenie z sufrażystkami nie było tutaj zaskoczeniem. W tym samym bowiem okresie, w Wielkiej Brytanii formował się ruch walki o prawa kobiet. Nie był to jeszcze ruch radykalny. Daleko mu było do metod przyjętych przez sufrażystki w okresie przed I wojną światową, kiedy to zdesperowane kobiety posuwały się do działań, które dzisiaj określilibyśmy jako terroryzm. Niemniej jednak, wśród kobiet, często bogatych i wykształconych, budziła się coraz większa świadomość rażącej nierówności. Kobiety nie miały chociażby praw wyborczych, które w ograniczonym zakresie uzyskały dopiero w 1918 roku.

Kobiety zaczęły postrzegać pewne analogie pomiędzy swoją sytuacją, a tym co działo się z ptakami, bezlitośnie i bez ograniczeń zabijanymi w celu produkowania wymyślnych modniarskich akcesoriów. Analogie tym mocniejsze, że łączyły okrucieństwo wobec zwierząt z przemocą doświadczaną w domach. Kobiety szczególnie intensywnie współodczuwały tragedię ptasiej rodziny i ptasiej matki karmiącej pisklęta, która zostaje zabita dla piór, a jej dzieci skazane zostają tym samym na śmierć głodową.

Sufrażystki odkryły też inną analogię: tak, jak ptaki były bez skrupułów zabijane dla wyprodukowania ozdób, tak i sytuacja ówczesnych kobiet sprowadzała je zaledwie do roli ozdoby męskiego świata. Taki tok myślenia doprowadził do tego, iż bezmyślne i okrutne traktowanie ptaków stało się metaforą bezużyteczności kobiet w ówczesnym społeczeństwie. Kobiety z klasy średniej i wyższych sfer – przynajmniej te, które nie musiały pracować zarobkowo – nie wypełniały społecznie żadnej użytecznej roli. A emancypantki chciały być użyteczne oraz mieć wpływ na społeczeństwo i wydarzenia otaczającego je świata.

Początki zorganizowanego ruchu ochrony ptaków były więc dość nietypowe: eleganckie kobiety, obracające się w wyższych sferach Belle Epoque spotykały się na popołudniowych herbatkach, a ich działania przybierały czasami dość oryginalne formy. Na przykład uważnie obserwowały  kobiety ze swoich sfer podczas niedzielnych nabożeństw. Notowały skrupulatnie nazwiska kobiet, które przybyły do kościoła wystrojone w ptasie pióra, następnie pisały do nich grzeczne, choć stanowcze listy…

“Szanowna Pani Dellaney,

Miło było zobaczyć Panią w naszej parafii podczas nabożeństwa w ubiegłą niedzielę. Ale czy zdaje sobie Pani sprawę z tego, iż miała na sobie pióra 7 różnych gatunków ptaków? Wiele z nich jest na skraju zagłady, do czego przyczynia się Pani osobiście. To postępowanie niegodne kobiety, matki i chrześcijanki.”

Działania planowane podczas popołudniowych herbatek okazały się na tyle skuteczne, że już w roku 1889 zawiązało się formalne stowarzyszenie. 15 lat później patronat nad tą organizacją objął król Edward VIII i od tego czasu każdy kolejny brytyjski monarcha sprawuje honorowy patronat nad Królewskim Towarzystwem Ochrony Ptaków (RSPB). Pierwotny cel, dla którego powstało Towarzystwo, udało się osiągnąć dopiero po 33 latach. W roku 1921 w Wielkiej Brytanii uchwalono ustawę o zakazie importu ptasich piór. Sufrażystki musiały czekać jeszcze dłużej na pełną realizację swoich postulatów. Dopiero w roku 1928 całkowicie zrównano w Wielkiej Brytanii prawa wyborcze kobiet i mężczyzn.


Największa siła polityczna Zjednoczonego Królestwa?

Po 122 latach istnienia RSPB, fakty i liczby dotyczące tego Towarzystwa są imponujące:

Organizacja ma co roku do dyspozycji budżet w wysokości pół miliarda złotych (ok. 100 mln funtów).

Ma ponad 1 milion członków, ponad dwukrotnie więcej, niż wszystkie brytyjskie partie polityczne razem wzięte.

Zatrudnia na etatach 1,500 osób. Dodatkowo, każdego roku dla Towarzystwa pracuje ponad 12 tysięcy wolontariuszy.

Siedziba RSPB w Sandy w hrabstwie Bedfordshire.

RSPB ma znaczące wpływy we wszystkich ugrupowaniach politycznych zasiadających w parlamencie, a siła jej wpływów tam jest całkiem niezależna od wyników kolejnych wyborów.

Jej przedstawiciele mają ułatwiony dostęp nie tylko do królowej Elżbiety II i jej dworu, ale także do aktualnie rządzących polityków, włącznie z premierem i jego najbliższym otoczeniem.

RSPB jest nie tylko wielką – jeśli nie największą – siłą społeczną w Zjednoczonym Królestwie. Jest także niezwykle wpływową siłą polityczną w rządowych gabinetach Westminsteru – dzielnicy Londynu, gdzie skoncentrowane są ośrodki brytyjskiej władzy.

Kiedy w roku 2010, RSPB napisało swój własny manifest ochrony przyrody na najbliższe lata pod hasłem “List do Przyszłości”, pod listem tym, skierowanym zasadniczo do rządzących, podpisało się ponad 360 tysięcy osób, a w marcu 2011 roku manifest ten wręczył premierowi w jego gabinecie na Downing Street, 11-letni członek RSPB.  Zignorowanie takiej akcji przez urzędującego premiera byłoby odebrane jako wielki nietakt wobec wyborców.

W tej sytuacji nie dziwi to, że Wielka Brytania była pierwszym krajem na świecie, w którym utworzono nie tylko ministerstwo ochrony środowiska, pierwsze na świecie ministerstwo z bioróżnorodnością w nazwie (Ministerstwo Bioróżnorodności, Krajobrazu i Spraw Wsi), ale także Ministerstwo Zmian Klimatycznych i Energii.

 

Nie tylko zmiany klimatyczne, ale także ściśle z nimi związana utrata bioróżnorodności są jednymi z głównych tematów podejmowanych w kampaniach RSPB.

 

RSPB nie boi się wprowadzać nowoczesnej architektury do swoich rezerwatów.
Czatownia Paremeter w rezerwacie Titchwell w hrabstwie Norfolk zaprojektowana przez architektów Haysom Ward Miller z Cambridge. Budynek zdobył nagrodę Królewskiego Instytutu Architektów Brytyjskich w roku 2011.

 

Budynek rezerwatu Rainham Marshes w Londynie autorstwa architektów van Heyningen and Howard z roku 2006. Źródła: RSPB, Van Heyningen and Howard.

 

Chronimy Przyrodę Imperium

Czasy świetności Imperium Brytyjskiego, nad którym „nigdy nie zachodziło słońce”, i które zamieszkiwał co czwarty mieszkaniec naszej planety to odległa przeszłość. Ale Wielka Brytania ma jeszcze sporo terytoriów zależnych, wśród których są jedne z najbardziej niedostępnych i niezwykłych miejsc na Ziemi. Jednak w XXI wieku Brytyjczycy zupełnie inaczej pojmują swój kolonializm. Współcześnie traktują go raczej jako zobowiązanie.

16 marca 2011 roku, na Wyspie Nightingale (Wyspie Słowiczej) rozbił się tankowiec MS Oliva przewożący 65 tysięcy ton soi i mający w zbiornikach 1,500 ton ropy. Niezamieszkała przez ludzi Wyspa Nightingale należy do archipelagu wysp Tristan da Cunha. Ten położony na Południowym Atlantyku archipelag stanowi jedno z kilkunastu Brytyjskich Terytoriów Zamorskich i jest jednym z najbardziej osamotnionych miejsc na Ziemi. W promieniu ponad półtora tysiąca kilometrów wokół wysp Tristan da Cunha nie ma żadnego innego lądu. M.in. z tego powodu, archipelag tych wysp uznawany był za jedno z najbardziej dziewiczych i najczystszych miejsc na naszej planecie.

Kiedy kadłub statku uległ przełamaniu podczas sztormowej pogody, ładunek soi oraz ropa wylały się do morza. W ciągu kilku dni ropa dotarła do innej wyspy archipelagu -  Wyspy Inaccessible (dosł. Niedostępnej) wpisanej na Światową Listę Dziedzictwa Unesco ze względu na swe unikalne walory przyrodnicze.

Wyspy te zamieszkuje 160,000 Pingwinów Skalnych (Northern Rockhopper Penguin), połowa światowej populacji tego gatunku. Wg dzisiejszych szacunków ok. 20 000 ptaków zostało ubrudzonych ropą, co oznacza, iż prawdopodobnie większość z nich zginęła. Prawdziwe rozmiary tej katastrofy poznamy dopiero po upływie 3-5 lat, kiedy to w pełni okaże się, jak niszczycielski był rozlew oleju.

W niedługi czas o tym, jak doszło do katastrofy, RSPB wysłało na wyspy Da Cunha swoich ornitologów. Ich głównym zadaniem było podjęcie próby ratowania pingwinów oraz oszacowanie rozmiarów i skutków katastrofy. W Wielkiej Brytanii podjęto pośpieszną zbiórkę pieniędzy na ten cel, która odniosła spory sukces.

Zdarzenie to było jednym z przykładów mobilizacji członków RSPB, zwykłych Brytyjczyków, którzy nadal poczuwają się do odpowiedzialności w obliczu klęski ekologicznej dotykającej skrawek lądu leżący w olbrzymiej odległości od ich kraju.

Brytyjskie Terytoria Zamorskie, to maleńkie skrawki lądu rozrzucone po całym świecie. Często bardzo odległe i osamotnione wyspy pośrodku bezkresów oceanów. Przy tym są to niesłychanie ważne miejsca dla z punktu widzenia bioróżnorodności. Dla przykładu, terytoria te zamieszkuje 1/3 światowej lęgowej populacji albatrosów. A także łącznie 75% zagrożonych globalnie gatunków ptaków, za których ochronę odpowiadają Brytyjczycy. 33 gatunki spośród nich są zagrożone wyginięciem. Dlatego te oazy bioróżnorodności, to także niezwykła odpowiedzialność dla Brytyjczyków. W przeszłości gotowi byli o te skrawki lądu toczyć krwawe wojny. Do dziś są to miejsca o wielkim znaczeniu strategicznym. Ale czy potrafią ochronić ich przyrodę? Maleńkie często grupy ludzi je zamieszkujących, nie poradzą sobie z takim zadaniem. Wielkim problemem dla tych miejsc jest pozyskiwanie środków finansowych na działania ochronne. Z uwagi na swój status państwowy, nie kwalifikują się one jako beneficjenci środków unijnych, czy też innych międzynarodowych źródeł finansowania. Z kolei z powodu swego położenia, także większa część krajowych grantów pozostaje całkiem dosłownie poza ich  zasięgiem.

Zdarzenie na Wyspach da Cunha zainspirowało RSPB do podjęcia szeroko zakrojonej akcji wsparcia ochrony przyrody we wszystkich Brytyjskich Terytoriach Zależnych. Akcja od czerwca 2011 toczy się pod hasłem “Unikalne, nasze i zagrożone”.  Podkreśla się, iż bez ochrony czynnej, wiele spośród 144 żyjących tam gatunków ptaków narażona jest na wymarcie. Są to często gatunki endemiczne, nie występujące nigdzie indziej na Ziemi. Co za tym idzie, zniszczenie ich siedlisk – często jedynych miejsc, gdzie żyją – oznaczać musi bezpowrotne wyginięcie gatunku.

 

Wizyty Pana Cadbury

W jaki sposób Brytyjczycy są w stanie sfinansować swoją działalność i mieć co roku do dyspozycji imponujący budżet? Każdy członek organizacji takich, jak RSPB płaci roczną składkę członkowską. Organizacje ochrony przyrody otrzymują też bardzo znaczące sumy w postaci darowizn i zapisów testamentowych. Z samych tylko zapisów testamentowych, RSPB zbiera rocznie odpowiednik ponad 100 mln złotych. Również żyjący członkowie Towarzystwa bywają bardzo szczodrzy.

W centrali RSPB do dzisiaj krążą legendy o pewnym bardzo skromnie wyglądającym miłym, starszym panu, który regularnie pojawiał się w siedzibie Towarzystwa w znoszonej przeciwdeszczowej kurtce. Przychodził pogawędzić i wypić herbatę z pracownikami RSPB. Po każdej takiej wizycie, organizacja uruchamiała nowy projekt, lub też któryś z akurat prowadzonych projektów ochrony przyrody nagle ruszał w zdwojonym tempie. Tym panem był dziedzic rodzinnego biznesu firmy Cadbury, słynnego producenta czekolady, a czeki, które zostawiał w czasie swoich ‘niezobowiązujących’ wizyt w Towarzystwie opiewały często na setki tysięcy funtów.

 

“Zainteresuj chłopca przyrodą. To lepsze, niż sport.”

W drugiej połowie marca 1912 roku kapitan Robert F. Scott i jego czterech towarzyszy byli zaledwie w połowie 1.300-kilometrowego morderczego marszu przez Arktykę. Wracali z podboju Bieguna Południowego, ale pomimo jego zdobycia i osiągnięcia celu ekspedycji, wracali jako pokonani. Do bieguna, o całe pięć tygodni wcześniej dotarł ich zajadły konkurent, Roald Amundsen. Norweg został pierwszym człowiekiem, który zdobył biegun południowy. Swoje zwycięstwo Norwegowie zawdzięczali dwóm decyzjom. Po pierwsze, swoje ubrania uszyli z naturalnych futer – ciepłych, wodoodpornych i oddychających. Anglicy ubrani byli w grube wełny i brezentowe, nawoskowane kombinezony, nie posiadające żadnej ze zbawiennych w warunkach polarnych właściwości naturalnego futra. Po drugie, norweska strategia tej ekstremalnej podróży opierała się na dużym zespole psów pociągowych. Codziennie jeden z psów był zabijany i karmiono nim pozostałe zwierzęta. Robert F. Scott stwierdził, że żaden Anglik nigdy nie pogodzi się z takim traktowaniem psów. Ekipa kapitana Scotta sama ciągnęła więc wyładowane ekwipunkiem sanie.

 

19 marca 1912 roku, z 5-cio osobowej drużyny angielskiej, która dotarła do bieguna i rozpoczęła wielotygodniowy marsz powrotny, zostało już tylko 3 mężczyzn, w tym kapitan Scott. Skrajnie wyczerpani, rozłożyli prowizoryczny obóz, nie wiedząc, iż znajdują się zaledwie 12 km od jednego z uprzednio przygotowanych magazynów żywności i paliwa. Robert Scott przez cały czas prowadził pamiętnik. Jednym z ostatnich jego wpisów było przesłanie do żony, w którym pisał o swoim 3-letnim wówczas synu: “Zainteresuj chłopca przyrodą, jeśli potrafisz. To lepsze, niż sport”.

 

Tym synem był Peter Scott, który prawie 50 lat później został współzałożycielem WWF (World Wide Fund for Nature) i zaprojektował logo tej organizacji – rozpoznawalną dzisiaj na całym świecie pandę.

 

Peter Scott, pomimo swoich zasług przy współtworzeniu WWF-u w latach 60-tych, w Wielkiej Brytanii znany jest najlepiej jako twórca brytyjskiej organizacji ochrony przyrody – Wildfowl and Wetland Trust (WWT), czyli Fundacji na Rzecz Ptaków Wodnych i Terenów Podmokłych. Żeby jednak mogło do tego dojść, Peter Scott musiał najpierw przejść w swoim życiu niezwykłą transformację, a główną rolę w tej przemianie miały odegrać gęsi.

 

Już jako bardzo młody człowiek, Scott był zafascynowany światem przyrody, a zwłaszcza ptakami. Jednak głównym wówczas sposobem obcowania z przyrodą było dla niego polowanie... Podczas jednego z polowań, Peter Scott postrzelił gęś. Kiedy do niej dotarł, okazało się, że jest przy niej inna gęś, która próbuje ze wszystkich sił ‘ocucić’ swego martwego partnera. Scott doskonale wiedział, że gęsi dobierają się w pary na całe życie. Natychmiast zrozumiał, że swoim strzałem zabił jedno z małżonków, tym samym rozbijając wieloletni związek. Poruszony niezwykłym widokiem małżeńskiej solidarności i wręcz ludzkiego odruchu trwania przy zmarłym partnerze, tego samego dnia postanowił, iż więcej już nie zapoluje. Słowa dotrzymał. A kilkanaście lat później stał się założycielem organizacji, stawiającej sobie za cel ochronę ptaków związanych wodą – gęsi, łabędzi, kaczek, brodźców – oraz ich siedlisk. W ten sposób postanowił odkupić swoje grzechy.

Sir Peter Scott w Slimbridge podczas audycji TV, rok 1956

Dzisiaj WWT jest drugą co do wielkości organizacją ochrony przyrody na Wyspach. Ma ponad 200 tysięcy wiernych członków i dysponuje rocznym budżetem ponad 26 mln funtów (ok. 130 mln złotych). Patronem organizacji jest Królowa Elżbieta, Prezesem - Książę Karol, a jednym z kilkunastu Wiceprezesów – Sir David Attenborough.

 

Zasługą Petera Scotta było zbudowanie tej organizacji na czterech podstawowych filarach, z których dwa do dzisiaj aktywnie angażują przeciętnych Brytyjczyków: badania naukowe, aktywna ochrona gatunków i siedlisk, edukacja i rekreacja.

 

Ten ostatni element, we wczesnych latach funkcjonowania organizacji wzbudzał niemałe opory. Kiedy otwierano dla zwiedzających pierwsze i najważniejsze Centrum Mokradeł w hrabstwie Gloucestershire nad rzeką Severn, z kolekcją zgromadzonych tam ptaków wodnych, nie brakowało sceptyków. Według nich ośrodek ten czekała porażka i zapomnienie. Nikt nie wierzył w to, żeby ludzie masowo odwiedzali to miejsce (płacąc za wstęp!) jedynie po to, aby zobaczyć wyłącznie ptaki, i to jedynie ptaki środowisk wodnych. A jednak się udało! Dzisiaj WWT prowadzi 9 takich Centrów w całej Wielkiej Brytanii. Otwarte są one 364 dni w roku, a odwiedza je rocznie ok. 1 miliona zwiedzających.

 

Warto udać się do jednego z nich przy okazji podróży do Wielkiej Brytanii, bo wtedy najłatwiej można zrozumieć jak głęboka jest fascynacja Brytyjczyków naturą, a zwłaszcza ptakami.

Jednym z sukcesów WWT jest Londyńskie Centrum Mokradeł położone w sercu Londynu, największej europejskiej metropolii. Mieszczuchy mogą z bliska przyglądać się rzadkim gatunkom dzikich ptaków. Niektóre z nich co roku zimują w tym miejscu przylatując tu z bardzo odległych miejsc, m.in. z Północnej Rosji.

 

Katedry natury

Społeczeństwo brytyjskie jest jednym z  typowych zlaicyzowanych społeczeństw Zachodniej Europy. W niedzielny poranek trudno napotkać w kościołach tłumy ludzi. Oddają się oni w tym czasie zupełnie innemu zajęciu. Niektórzy uznaliby, że jest to zajęcie całkiem do religii podobne. W niedzielę bowiem, Brytyjczycy jadą uprawiać birdwatching. A ten, kto ich podczas tej czynności widział, zrozumie, że porównanie z religią, nie jest wcale takie niedorzeczne.

 

Birdwatching, czyli obserwacje ptaków najlepiej prowadzić z czatowni. W przypadku Wysp Brytyjskich będą to często czatownie z centralnym ogrzewaniem, książkami-przewodnikami po gatunkach i na stałe zamocowanymi lunetami.

Wieża do obserwacji ptaków w Londyńskim Centrum Bagien (London Wetland Centre).

 

W weekendy wypełniają się ludźmi wszystkich pokoleń. Oczywiście stopień zaawansowania jest bardzo różny, ale nikogo nie dziwią całkiem podstawowe i naiwne pytania. Nie dziwi też widok starszej pani w pełni wyposażonej w najwyższej klasy profesjonalny sprzęt optyczny, która głośno oznajmia całej reszcie publiczności: „aktualnie widoczny jest Wodnik, przed nami, na godzinie 2, na granicy trzciny i wody” – a lornetki i lunety całego ptasiarskiego towarzystwa natychmiast podążają w miejsce, gdzie wypatrzono rzadkiego i prowadzącego skryty tryb życia Wodnika.

Na tym zdjęciu ptaki obserwuje inna starsza pani – Elżbieta II - w Centrum Mokradeł w Welney w hrabstwie Norfolk.

Często czatownie do obserwacji ptaków są położone w miejscach tak pięknych i niezwykłych, że po wejściu do nich i usadowieniu się na ławce, czujemy się tak, jakbyśmy się znaleźli w zupełnie innej rzeczywistości. Wyglądając przez wąski otwór do obserwacji, przyjmujemy zupełnie inną perspektywę, a świat natury w postaci krajobrazu, drzew, wody, trzcin, ptaków, motyli i owadów – całe to intensywne życie w swoich różnorodnych formach jest jak genialnie wyreżyserowany spektakl teatralny.

 

Autor: Arek Glaas, Jacek Karczewski

Źródło: Ptaki Polskie

Powiązane artykuły

Wielkopolski  Park Narodowy

Wielkopolski Park Narodowy

01 październik 2010

Wielkopolski Park Narodowy utworzony został w 1957 roku. Powierzchnia Parku wynosi 7584 ha, z czego pod ochroną ścisłą znajduje się 260 ha, otulina to 7256 ha (z wyłączeniem terenów miejskich Puszczykowa, Mosiny oraz Stęszewa).

WIĘCEJ >
Poznaliśmy laureatów konkursu Przyroda Ojczysta 2013!

Poznaliśmy laureatów konkursu Przyroda Ojczysta 2013!

20 styczeń 2014

Konkurs Przyroda Ojczysta jest organizowany corocznie przez portal Ekologia.pl. Skierowany jest on do osób, dla których fotografowanie jest wyjątkową i ważną częścią życia. 16 stycznia zakończyło się wielkie głosowanie, w wyniku którego wyb

WIĘCEJ >
Zmiany klimatu

Zmiany klimatu

01 październik 2010

Określenia „zmiana klimatu” i „ocieplenie klimatu” weszły już na dobre do naszego codziennego słownika. W grudniu 2009 roku odbyła się w Kopenhadze kolejna konferencja klimatyczna ONZ.

WIĘCEJ >