W mieście, w parku i w ogrodzie

Dzień Wróbla 2019

Niech nas nie zmyli szarość Wróbla. Wróble są szare nie dlatego, że są, ale dlatego, że na co dzień nie dostrzegamy ich kolorów. Przede wszystkim całej palety beżów i brązów. Tak samo lekceważymy precyzyjne wzory i rysunki na skrzydłach i plecach oraz niebieskawe bereciki.

To samczyki. I ich najważniejszy atrybut – czarny proporzec, wiosną i latem dumnie noszony na piersi. Im większy i czarniejszy, tym większym powodzeniem się cieszy i tym bardziej pożądany jest jego właściciel. Towarzysko i seksualnie. Kłopot w tym, że tym już popularnym i w dobrej formie, za sprawą „hormonów pewności siebie”, wyrastają większe proporce...

 

SŁUCHAJ o Wróblach!
SADŹ dla Wróbli!
NOŚ dumnie szare piórka i kup naszą koszulkę!

 


Jack Sparrow i Edith Piaf

Jak dostać się w tryby tego błędnego koła?
Oto wyzwanie na miarę prawdziwego wróbla! Wróblicom może i brakuje niekrzykliwej finezji ich zawadiackich partnerów, ale na pewno nie charakteru.

Z wróblami zresztą nie można się nudzić - bez względu na płeć. Tak ich, jak i naszą. Ptaki zawsze były obecne w naszej kulturze. To, że współcześnie większość ludzi zdaje się ich nie dostrzegać, jest zupełnie nowym zjawiskiem. Różne gatunki tradycyjnie obsadzaliśmy w różnych rolach. Gdy jedne czciliśmy, drugie przeklinaliśmy. Jedne były naszymi muzami, inne tylko kawałkiem mięsa. Te które towarzyszyły królom i książętom, były zupełnie różne od tych, które zadawały się z żebrakami i pospólstwem. Tylko wróble zawsze były ponad podziałami.

Najbardziej demokratyczne z ptaków. Gdy obrzydliwie bogaci, znudzeni perscy królowie układali je do polowania na motyle(!), biedota gotowała z nich rosół. Wróbla nikt się nie wstydzi. Ani Jack Sparrow z Karaibów, ani Edith Piaf z Paryża. (Sparrow, to po angielsku wróbel. Tak jak w paryskim slangu piaf. I taki właśnie pseudonim artystyczny przyjęła legendarna piosenkarka.)
 




W mieście wszystko ok?

Oczywiście, że kosy i słowiki pięknie śpiewają. Jasne, że zięby, czyże i makolągwy są bardziej kolorowe. Że inne ptaki są większe albo latają na inne kontynenty i z powrotem… Ale to uparty pionier wróbel skradł serca mieszczuchów na całym świecie i stał się ważną częścią miejskiego krajobrazu. Żywą wizytówką wielu placów i skwerów. Ważnym elementem tła. Informacją, że w mieście wszystko jest OK. Dla wielu z nas, wróbel jest pierwowzorem ptaka. Więcej. Często jest pierwszym dzikim – no dobrze, prawie dzikim - zwierzęciem, które spotykamy na naszej drodze. Przeważnie oglądamy go z perspektywy dziecięcego wózka. Jeszcze zanim nas do wózka włożyli, wielu z nas mogło słyszeć charakterystyczne, choć stłumione ćwir-ćwir. Na pewno było tak w czasach, gdy przyszłe mamy chodziły na spacery nie do galerii handlowych, ale do parków, gdzie na co trzecim krzaku ochoczo sejmikowały wróble.


Wróbel, czy Podróżniczek?

Wróbel był też jednym z pierwszych, których Mistrz Linneusz, ojciec systematyki, opisał dla nauki i którym nadał tak zwaną nazwę gatunkową. A był to rok 1758. Początkowo nazwa ta brzmiała Fringilla domestica, ale bardzo szybko przemianowano ją na Passer domesticus. I słusznie! Bo passer po łacinie oznacza małego, aktywnego ptaszka. Domesticus, po prostu domowy. Prawda, że do wróbla pasuje jak ulał!? I tak już zostało. Praktycznie we wszystkich  językach. I nie kto inny tylko wróbel właśnie jest imiennikiem największej i najbardziej zróżnicowanej grupy ptaków (naukowo rzecz ujmując rzędu) w całej ich gromadzie – wróblowatych. Cztery i pół tysiąca różnych gatunków. Prawie połowa wszystkich żyjących dzisiaj ptaków!


Pomimo, że taki domowy, tutaj, na Świętej Wyspie czy w Jankach pod Warszawą, wróbel jest tak zwanym gatunkiem obcym albo napływowym. Podobnie jak w całej Europie i na całym niemal świecie! W czasie, gdy Linneusz systematyzował pierwsze wróble, w Polsce, tak jak i w jego rodzinnej Szwecji, żyły one od niedawna. Na inne kontynenty wróble zabierali sentymentalni europejscy emigranci. W Nowym Jorku wypuszczono je w 1852 roku. Stamtąd na własną rękę rozpoczęły kolonizację obydwu Ameryk. Do Australii wróble trafiły w 1863 roku. Na Nową Zelandię cztery lata wcześniej. Ptaki często podróżowały też na gapę. Najchętniej wskakiwały do dalekobieżnych pociągów, na statki i na promy. Na przykład w 1919 roku popłynęły z Montewideo na Falklandy. W krótkim czasie i w podobnym stylu zajęły setki jeśli nie tysiące wysp w rejonie Indonezji i Filipin. Prawdopodobnie najdłuższy znany nam rejs w jaki się zabrały, to ten z Bremerhaven w Niemczech do Melbourne w Australii, w 1950 roku. Dzisiaj wróble wsiadają na tiry. Nie boją się też latać samolotami. Drogą powietrzną zajęły między innymi Azory.
 
Niby takie podwórkowo-bazarowe, a podbijały świat w tempie około 230 kilometrów na rok. Niezły wynik jak na kogoś, kto jest bardzo słabym lotnikiem, a trzy kwadranse ciągłego latania może go zabić. Jedynym miejscem, gdzie wróbel domowy się nie zadomowił, jest Grenlandia. W końcu wszystko ma swoje granice. Nie ma go też na zwartej przestrzeni lasów deszczowych (oczywiście nie licząc wielkich miast, które się tam zdarzają), na wielkich pustyniach (poza zamieszkałymi oazami) oraz w strefie wiecznego śniegu.

Ale wróble jeszcze nie ćwierknęły swojego ostatniego słowa. Wciąż zdobywają nowe tereny. Zaledwie 20 lat temu osiedliły się na Islandii. I z tego co wiemy, dotarły tam same! Ich ostatnią zdobyczą kolonizacyjną są północne krańce Wysp Japońskich. Wróbel jest dzisiaj ptakiem o największym światowym zasięgu. O ironio, jest też najbardziej stacjonarnym ze znanych nam ptaków. Większość z nich umiera w tym samym miejscu w którym przyszła na świat. Nie licząc oczywiście tych, które postanowiły wsiąść do jakiegoś pociągu albo samolotu… A wszystko najprawdopodobniej zaczęło się jakieś 10 tysięcy lat temu, na południowych peryferiach Azji Mniejszej lub w Persji. Stamtąd pochodzą przodkowie dzisiejszych zdobywców i kosmopolitów. Tam i wtedy wróble postanowiły przyłączyć się do ludzi i razem z nimi zaczęły rozprzestrzeniać się po Ziemi. Początkowo powoli. Kiedy jednak ludzie przyspieszyli - wróble razem z nimi. Gdy ludzie przesiedli się do wozów, pociągów i samolotów - przesiadły się i wróble. Co je do tego skłoniło? Możemy jedynie zgadywać: Dostępność odpadów, które po sobie zostawiamy, a mało wybredne ptaki chętnie zjadają? Mniejsza presja ze strony tak zwanych naturalnych drapieżników, które zwykle unikają naszego sąsiedztwa?...

Cokolwiek to było, jedno jest pewne: z demograficznego punktu widzenia, był to początek sukcesu globalnej cywilizacji wróbla domowego.
I naszej. 
 

Pełnoprawne mieszczuchy.

Poza szczątkową, rdzenną populacją, wróble mieszkają tam, gdzie my. W tym względzie, wśród ptaków, nie mają sobie równych. Niektóre z nich całe życie spędzają w przemysłowych halach, terminalach lotniczych, czy innych budynkach, które są ich całym światem. Nie zawsze spotyka się to ze zrozumieniem ze strony użytkujących je ludzi, którzy w wejściach i wjazdach zakładają pionowe maty albo automatyczne drzwi. Co na to wróble? Zrobiły to, co zwykle - rozwiązały problem. Czytaj - przystosowały się. Nauczyły się uruchamiać fotokomórki regulujące pracę drzwi, a pionowe maty pokonują wjeżdżając na wózkach widłowych lub innych operujących tam pojazdach. Te które już wiedzą, co robić i jak się zachować, uczą tych, którzy jeszcze się nie ogarnęli. Pewnie nikogo już nie dziwi widok wróbli i ich gniazd w stodołach, magazynach albo wybiegach dla lwów i tygrysów.
(Czy można chcieć lepszej ochrony?)

Ale wróble gnieżdżące się na pracujących w morzu statkach, w składach kursujących pociągów, pod maskami używanych samochodów (co najmniej jeden udokumentowany przypadek) albo w kopalniach – to musi robić wrażenie. Wystarczało im sztuczne oświetlenie, resztki kanapek przynoszonych przez górników i skraplająca się na powałach para. Rekord głębokości należy prawdopodobnie do wróbli z kopalni w Frickley Colliery w Yorkshire. W 1975 roku kilka wróbli żyło tam na głębokości 640 metrów. Pierzaści górnicy trzymali szychtę co najmniej do 1978. Wysoko nad ziemią wróble też czują się u siebie. Niespeszone zbierają okruchy chociażby na szczycie nowojorskiego Empire State Building. Zajadają się lodami, frytkami i hamburgerami. Jak przystało na prawdziwych mieszczuchów, wjeżdżają tam windami. Jeszcze inne ptaki czekają w tym czasie na dworcach wielu miast na dalekobieżne pociągi. Tym razem nigdzie się nie wybierają. Czekają na przesyłkę: Tysiące martwych owadów, które oklejają czoła lokomotyw.
 
Wróble, obok niektórych przepiórek, to najszybciej dojrzewające ptaki. Młode pokolenie jest gotowe do założenia rodziny w nieco ponad pół roku. To jednak tylko gotowość fizjologiczna. Próby lęgów u tak młodych ptaków prawie zawsze kończą się porażką. Sukces przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Wróble wiążą się w stałe pary. Samce są bardzo zaborcze i pilnują swoich wybranek. Mimo to, w zależności od lokalnej populacji, 10-20 procent piskląt w gniazdach ma innych tatusiów, niż ich rodzeństwo. (Anglicy robili podobne badania wśród ludzi. Z wynikiem 7-14 procent.) To jeden z kosztów (albo zysków) życia w gęstej kolonii. Samce czasami próbują szczęścia na boku i wiążą się z inną samiczką. Gdy to się wyda, na scenę wkracza pierwsza żona. Przeważnie skutecznie radzi sobie z konkurentką niszcząc jej gniazdo i lęg.

Lepszą strategią dla wróbli stanu wolnego wydaje się być rola pomagających - w budowie i utrzymaniu gniazda oraz wychowywaniu piskląt. W końcu nic nie trwa wiecznie. Jeśli któremuś z partnerów coś się stanie, będzie można zająć jego miejsce. Wybierając tę strategię muszą jednak pamiętać, że przeżywalność dorosłych wróbli, jak na tak małe ptaki, jest całkiem wysoka. 45–65 procent w stosunku rocznym. (Młodych tylko 20–25 procent.) Najstarszy znany, dziki wróbel był Duńczykiem. Doczekał się sędziwego wieku 19 lat i 9 miesięcy. Inny ptak przeżył w niewoli 23 lata.

 
Wróbel - nieczysty rozpustnik.

Znane ze swojego seksualnego temperamentu wróble były ptakami Afrodyty - greckiej bogini miłości. „Małe, aktywne ptaszki” w sezonie godowym, u nas zwykle od kwietnia do sierpnia, robią to sto albo i więcej razy dziennie. Być może nie powinno nas dziwić, że powszechnie podawano je kiedyś jako afrodyzjaki - w rosole i przede wszystkim zapiekane w cieście. Najlepsze efekty miało przynosić zjadanie ich mózgów. (Czy tym należy tłumaczyć ostatnie załamanie populacji wróbla? Ptasi móżdżek zamiast viagry?) Ale to, co dawało nadzieję i inspirowało jednych, było potępiane przez drugich. Stojący na straży moralności kościół, zarzucał „lubieżnikom”, że „przedkładają rozpustę nad życiowe obowiązki”(!?). Co gorsza, postać wróbli miały przyjmować czarownice o nimfomańskich skłonnościach. Kazano więc wróble zabijać, jako wcielenie grzesznej rozpusty.



Smaczne szkodniki?

Mimo, że uznano je za nieczyste, a wiernym zakazano ich spożywania, co najmniej od czasów renesansu do pierwszej połowy dwudziestego wieku, wróble były powszechnie jedzone. Ludzie zachęcali je do zakładania gniazd przy swoich domach, wystawiając różnej konstrukcji budki lęgowe. Wybierali jaja lub podrośnięte młode, które trafiały wprost do garnków. Czasy rewolucji przemysłowej (przełom XIX i XX wieku) przyniosły wielkie zmiany w świadomości i obyczajach w całej Europie. Nieograniczona wiara w ludzki geniusz spowodowała, że radykalnie odwróciliśmy się od Natury. Po raz pierwszy poczuliśmy się panami świata. Przejęliśmy kontrolę nad Przyrodą na niespotykaną wcześniej skalę. Nowe technologie, przede wszystkim broń palna i produkowane na przemysłową skalę trucizny, pozwoliły nam zabijać więcej i szybciej, niż kiedykolwiek przedtem. Na naszym celowniku umieściliśmy wszystko, co postrzegaliśmy jako a - konkurencję (przede wszystkim drapieżniki), b - bezużyteczne, c - szkodniki. Była jeszcze kategoria d - zwierzęta pożyteczne. Zarezerwowaliśmy ją dla tych, których zabijaliśmy w celach kulinarnych lub dla trofeów. Masowo!
Wróble znalazły się w kategorii szkodniki, wiec zabijane były tak samo jak zwierzęta pożyteczne. Oraz konkurencja i bezużyteczne. Żeby zmotywować ludzi i przyspieszyć eksterminację, ptasim hyclom wypłacano specjalne premie. Za podstawę do naliczenia wynagrodzenia służyły martwe ciała ptaków albo tylko oderwane głowy. Łatwo sobie wyobrazić, że głowa każdego szarawego ptaka mogła udawać cenną głowę wróbla. Z czasem pogrążona w wojnach i konfliktach Europa zapomniała o „problemie” wróbli, a ludzie skupili się na zabijaniu siebie nawzajem.  
 

Wielki palec Mao.

Pół wieku później, wątek wróbli „szkodników” znowu wypłynął. Tym razem w Chinach. Otóż w 1958 roku, ambitny, komunistyczny przywódca Mao Zedong, nakazał zniszczyć wszelkie tradycyjne maszyny i narzędzia rolnicze w ramach Wielkiego Skoku Naprzód. Problem w tym, że nie policzył wcześniej traktorów ani innych nowoczesnych maszyn i narzędzi rolniczych. Szybko stało się jasne, że było ich za mało. Najczęściej nie było ich wcale. W efekcie, chińskie kołchozy nie miały czym uprawiać swoich pól i załamała się cała produkcja rolna. Potrzebny był kozioł ofiarny. Przecież wódz nie mógł się mylić! Potężny palec Mao wskazał na wróble.

W Chinach bardziej pospolite od wróbli domowych są bardzo do nich podobne wróble cynamonowe i mazurki. (Te ostatnie żyją również u nas. Dla odróżnienia nazywaliśmy je kiedyś wróblami polnymi.) Propaganda obwiniła „wrogie” ptaki za kryzys i skazała za zjadanie chińskich plonów. Wyliczono, że rocznie było to cztery i pół kilograma zbóż w przeliczeniu na jednego ptaka. Mao nakazał swojemu ludowi zabić wszystkie wróble. Ponieważ ptaków było mniej niż prześladujących je obywateli – stało się! Razem z wróblami eksterminowano wiele innych, drobnych ptaków. Na odpowiedź ekosystemu nie trzeba było długo czekać. Już następnego roku chińskie uprawy zostały zjedzone przez różne szarańczaki, które pozbawione naturalnej kontroli, mnożyły się bez ograniczeń. W wielkim kraju zapanowała trzyletnia klęska głodu. Zabiła co najmniej 30 milionów ludzi. Głównie na chińskiej wsi. Decyzją Mao Zedonga, zasoby obywatelskie Chińskiej Republiki Ludowej zostały przesunięte na front walki z owadami. Na próżno. Kryzys humanitarny i ekologiczny trwał w najlepsze. Wówczas z pomocą pospieszył Zachód.

Zaoferował władzom w Pekinie swój najnowszy wynalazek: owadobójczy DDT. Stało się to zanim DDT, wtedy wciąż jeszcze synonim postępu i nowoczesnego rolnictwa, został oficjalnie uznany za niebezpieczną truciznę i wycofany z legalnego obrotu. (I tylko legalnego.) Chińczycy ze szczególnym zapałem używali go w regionach tradycyjnie zajmujących się uprawą warzyw i owoców. Dziś, ponad pół wieku później, skażenie DDT utrzymuje się tam na takim poziomie, że ciągle jeszcze nie odrodziły się kolonie pszczół ani innych zapylaczy. Na szczęście „nieomylni przywódcy” zawsze mogą liczyć na swój posłuszny lud. Ten, z pędzelkami w rękach, każdej wiosny robi to, co normalnie robiłyby w tamtejszych sadach i warzywnikach pszczoły, trzmiele, motyle, niektóre muchy i inne owady zapylające.

 

Wszystkiego najlepszego!

Ostatnio o wróblach znowu zrobiło się głośno. Tym razem nie dlatego, że są, ale dlatego, że ich nie ma, a w najlepszym razie bardzo szybko ubywa. Są już miasta, z których zniknęły całe kolonie. W Europie stosunkowo najlepsza sytuacja jest jeszcze w bardzo zielonym Berlinie i o dziwo w Paryżu.

Jakie są/były przyczyny tego kryzysu? Zwykle na jednym tchu wymienia się brak wartościowego pożywienia dla piskląt, które potrzebują zdrowych owadów i nasion, drapieżnictwo kotów i zatrucie. Między innymi w efekcie rozpylanych w miastach środków owadobójczych. Do tego brak siedlisk pod gniazda i noclegowiska (dziuple, wyłomy i szczeliny w murach, dostępne dla ptaków budynki) oraz zanik tak ważnych dla wróbli miejsc sejmikowania (kępy gęstych krzewów lub niskich drzew). Jak dotąd nie robiono szczegółowych badań i nie wiemy dokładnie co się dzieje z wróblami. Jeśli jednak wymiera najbardziej ucywilizowany ptak, to może powinniśmy potraktować to poważnie?



Może miejskie wróble powinny być dla nas tym, czym kiedyś kanarki dla górników – systemem wczesnego ostrzegania? Ale jest też dobra wiadomość.


Od 2010 roku, w dniu 20 marca, świętujemy Światowy Dzień Wróbla.
Wszystkiego najlepszego!

 
 















































































SŁUCHAJ o Wróblach!
SADŻ dla Wróbli!
NOŚ dumnie szare piórka i kup naszą koszulkę!
 
Tekst: Jacek Karczewski, Ptaki Polskie
Zdjęcia w tekście: (od góry) Hanna Żelichowska, Rafał Ćwiertnia, Anna Turała, Maria Holy, Iwona Niemczyk 

Powiązane artykuły

Zostań Wolontariuszem lub Wolontariuszką Ptaków Polskich!

Zostań Wolontariuszem lub Wolontariuszką Ptaków Polskich!

21 listopad 2018

Bycie Wolontariuszem to twórcze poświęcenie swojego czasu, wiedzy i energii. Potrzebujemy tego również w codziennej pracy naszego stowarzyszenia.

WIĘCEJ >
Przetarg na insert plakatu o tematyce przyrodniczej 07.01.2013

Przetarg na insert plakatu o tematyce przyrodniczej 07.01.2013

07 styczeń 2013

Goniądz: Usługa w przedmiocie dołączenia insertu plakatu o tematyce przyrodniczej do dziennika ogólnopolskiego...

WIĘCEJ >
Bądź na pTAK!

Bądź na pTAK!

07 maj 2014

Ogólnopolska Społeczna Kampania Wiedzy i Edukacji Przyrodniczej.

WIĘCEJ >