W lesie

Sowy - zabójcy doskonali

Gdzie patrzeć: las i wokół lasu, stare parki i ogrody – zwykle po zmroku. Czego wypatrywać: cienia wśród drzew. Czego nasłuchiwać: efektu tła z filmu grozy - uhuuu-hu-uu. Kiedy: cały rok.

Odkąd sowy są na świecie, możemy się jedynie cieszyć, że nie jesteśmy myszą. Poza wyjątkami potwierdzającymi regułę, wszystkie sowy z pasją zajadają się gryzoniami. Do tego stopnia, że tzw. mysie lata stają się jednocześnie sowimi latami. Polega to na tym, że średnio co 5-7 lat w różnych regionach świata, myszy i ich krewniacy mnożą się jeszcze chętniej i intensywniej niż zwykle. Sowy, w odpowiedzi na taki urodzaj, znoszą znacznie więcej jaj i wychowują więcej młodych.

 

Sowięta są wielce żarłoczne, ale pracowitość ich rodziców bywa jeszcze większa. Czasami dochodzi do tego, że maluchy siedzą na stosie martwych gryzoni, których nie zdążyły zjeść. Niezbyt to malownicze – tym bardziej, że młode sowy mogłyby wygrać każdy konkurs na najbrzydszą istotę na Ziemi. Ale do czasu…  

  

Gdy zabraknie ulubionych myszy, sowy poszukują innych ofiar – a ich lista jest bardzo długa. Puchacz, ogromne, odważne ptaszysko z czerwonymi oczami i rozpiętością skrzydeł sięgającą blisko 2m, może zabić niemal wszystko - od myszy na przekąskę, poprzez małe dziki, dorosłe jastrzębie, myszołowy, aż do lisów, a nawet saren włącznie. W jego jadłospisie doliczono się 250 różnych gatunków zwierząt!   

 

Sowy, symbol tajemnych mocy i obrządków, same skrywają nie jedną mroczną tajemnicę. Nieczęsty w świecie ptaków kanibalizm, jakkolwiek nie rutynowo, to jednak w szczególnych wypadkach wśród sów się zdarza. Do tego duże sowy polują na te mniejsze. Przy czym nie zawsze motywacją jest jedzenie. Czasami jest nią chęć wyeliminowania konkurencji. Zjawisko znane wśród większości drapieżników – zarówno ptaków jak i ssaków. (Nie oburzajmy się – w końcu my ludzie robimy to na skalę masową – w stosunku do własnego gatunku, jak i innych).

 

Dla sów, podobnie jak dla innych drapieżników typowy jest kainizm. Ptaki te zwykle znoszą więcej jaj – na wszelki wypadek. Jako, że wysiadują je od złożenia pierwszego, maluchy wylegają się w odstępach 1-2 dniowych. Jeśli zniesienie było liczne – pomiędzy najstarszym a najmłodszym pisklęciem może być nawet 10 dni różnicy! Jeśli pokarmu będzie dużo – rodzice wykarmią wszystkie dzieci. Jeśli jednak będą kłopoty – najmłodsze z rodzeństwa nie będzie miało szansy opuścić gniazda jako dorosły ptak. Złoży w ofierze swoje życie, dzięki czemu starsze rodzeństwo nie umrze śmiercią głodową. W wyjątkowo chude lata, takich ofiar w sowim gnieździe może być kilka, a szczęściarz - zaledwie jeden.

 

Większe sowy stosunkowo często sięgają też po wrony, sroki, czy sójki. Tutaj zapewne mamy dwa w jednym – jednocześnie pokarm i ograniczenie konkurencji. Doskonałym sposobem, bo znacznie mniej ryzykownym, jest zabijanie młodych. Dlatego też świadome zagrożenia drapieżniki tak wiele czasu spędzają z nimi w gniazdach (lub legowiskach).

 

Sowy, na tej samej zasadzie, również padają ofiarą innych, większych drapieżników. Tak jak Puszczyk czasami wypuści się na Pustułkę (która w mieście jest jego głównym konkurentem przy półce z myszami), tak on sam czasami może paść ofiarą jastrzębia.

 

Sowy, podobnie jak inne drapieżniki, czasami też giną przez… własne ofiary. Pewnego dnia, znaleziono młodą sowę z kowalikiem wystającym z jej przełyku – oboje martwi.  Sowy, kiedy to tylko możliwe, połykają pokarm w całości. Tak też miało być i tym razem. Niestety, ostry i wydłużony dziób Kowalika najpierw zaklinował się w przełyku sowy, a potem wszedł w jej mózg, przebijając delikatne kości czaszki. Inną sowę znaleziono martwą z wbitym w jej nogę rzęsorkiem – naszym najmniejszym i jedynym jadowitym ssakiem. Ptak pochwycił i uniósł swoją ofiarę zanim upewnił się, że ta nie żyje. Maleńki, waleczny stwór (sam nienasycony drapieżnik), zdążył śmiertelnie ukąsić swojego oprawcę, zanim sam wyzionął ducha. Większe ofiary też potrafią się skutecznie bronić. Żywienie się innymi to w gruncie rzeczy ryzykowny sposób na życie – i jeszcze niewdzięczny!

 

Do tego wypadki „przy pracy”: uderzenia w gałęzie drzew, fatalne w skutkach zderzenia z podłożem, gdy tak naprawdę nie wiadomo, co oprócz myszy kryje się pod śniegiem. Problem ostatnio tym większy, że coraz więcej jest „dzikich” wysypisk śmieci, pełnych tłuczonych butelek, ostrych krawędzi złomu lub innych niebezpiecznych rzeczy, które tam porzucamy.

 

Poza kwestią zwykłego szczęścia lub pecha (a może tylko właściwych decyzji?), sowy to zabójcy doskonali. Pióra! Zwykle w barwach kamuflujących, delikatne, o specjalnej strukturze, cudownie miękkie – dlatego nikt nie słyszy, gdy sowa leci. Nawet ona sama!


I tu dochodzimy do sedna sprawy: słuch! Najważniejszy z sowich zmysłów - jest praktycznie doskonały. Co najmniej 10 razy lepszy od naszego. Płomykówka, na przykład, różnicuje czas, w jakim dochodzą do niej dźwięki, do wartości 30 milionowych sekundy! – i to dla każdego ucha niezależnie. (Też nie umiem sobie tego wyobrazić!). Nic dziwnego, że Płomykówka słyszy sunącą mysz z odległości nawet 60m! Do tego sowy na co dzień słyszą w systemie dolby surround. Trójwymiarowy obraz dźwięku umożliwia absolutnie precyzyjne namierzenie ofiary. Potem już tylko nieprawdopodobna koncentracja i utrzymanie celu, nawet jeśli ten szybko się porusza. Sowa, gdy zrywa się do uderzenia, jest praktycznie wyłączona. (Wydaje się, że wiedzą o tym skrzydlaci wrogowie – łącznie z innymi sowami. Jeśli już ktoś decyduje się zabić sowę – to zwykle wybiera ten właśnie moment.)

 

Pomijając skomplikowane kwestie anatomii wewnętrznej, uszy wielu sów rozmieszczone są asymetrycznie. To właśnie rozwiązanie zapewnia efekty specjalne, z których korzystają sowy. Całość wzmacnia charakterystyczna szlara – sztywne pióra, które układają się koliście (lub sercowato jak u Płomykówki) wokół oczu i dziobów. To swoista tarcza, która skupia i przekazuje dźwięki do uszu. W tym miejscu warto też wyjaśnić, że te fantazyjne pędzelki piór rosnące u niektórych gatunków, nie mają żadnego związku z prawdziwymi uszami. Cały system natomiast, jest tak precyzyjny, że wiele sów mogłoby polować z zamkniętymi oczami lub w absolutnej ciemności. Mogłoby – gdyby nie fakt, że w takiej ciemności na linii ataku mogłyby je „zaskoczyć” - a to belka na strychu, a to pień drzewa w parku czy w lesie. A że belka, jak i przysłowiowo głuchy pień - zwykle milczą, więc nawet sowa nie będzie ryzykować.

 

Zresztą po co zamykać oczy, skoro ma się tak świetny wzrok! Płomykówka widzi 50 razy lepiej od nas. Ale Puszczyk jest już bardziej „ludzki” w tym względzie – jego wzrok jest zaledwie 2 razy ostrzejszy od naszego. W warunkach naturalnych nie ma ciemności absolutnej – zawsze jest jakieś źródło światła, nawet jeśli tylko odbite lub mocno rozproszone. W końcu, jeżeli my czegoś nie widzimy, to nie musi oznaczać, że tego nie ma. W każdym razie, sowie oczy potrafią doskonale wykorzystać te minimalne ilości światła w otoczeniu. Dla Płomykówki najczarniejsza nawet noc, może być tak jasna, jak dla nas bardzo pochmurny dzień. I jeszcze jedno: to, że sowy tak dobrze widzą w nocy nie oznacza, że ślepną w dzień. Generalna zasada jest taka, że te o żółtych oczach (tęczówkach) wolą polować za dnia, zaś te o czarnych – nocą.

 

Gdy chcą wydać się niewidoczne – czytaj upodobnić do gałęzi, na której siedzą - sowy wyciągają swoje ciała i „wciągają pióra”. Oczy prawie zamknięte – przezornie jednak zostawiają szczeliny, przez które jakby leniwie przyglądają się światu dookoła. Gdy zdają sobie sprawę, że kamuflaż nie zadziałał i zostały zdemaskowane, wówczas, w obliczu konfrontacji, zmieniają taktykę. Ogromnieją do monstrualnych rozmiarów, próbując zrobić odpowiednie wrażenie na wrogu. Potrafią też wydawać niezwykłe okrzyki – na tyle straszne, że wielu się wycofuje. Jeśli i to nie pomoże – zostaje ucieczka... lub atak.

 

Jakby świadome swoich mocy, sowy potrafią odważnie bronić gniazd i młodych. Podobnie jak samych siebie. Ich szpony i dzioby zostaną użyte nawet przeciwko ludziom, którzy zapuszczą się niebezpiecznie blisko. Szczególnie znane ze swoich zdecydowanych działań są Puszczyki. W obronie gniazd i swojego potomstwa, bez pardonu uderzą nas w głowę. Dzielnie będą ich bronić przed każdym intruzem – nawet z narażeniem własnego życia. Niektóre, jak nasza (jedyna dzienna) Uszatka Błotna (zwana dawniej po prostu Sową Błotną), udają ranne lub oględnie mówiąc „dziwne”, aby tylko odwieść nieproszonego gościa od gniazda. Gdy to nie pomaga – sięgają wreszcie po argumenty siłowe.

 

Sowy, mimo, że najczęściej schowane w mroku nocy lub starej dziupli, albo gdzieś  na strychu - z bliska zaskakują urodą. Od ogromnego Puchacza, po maleńką Sóweczkę, niewiele większą od wróbla – sowy mienią się beżami, brązami i szarością w tysiącach odmian i odcieni. Rysowane czernią i bielami. Oprószone plamkami, paskami, kreskami. Piękne. Z bliska i widoczne robią jeszcze większe wrażenie niż przejmujące uhuuu-hu-uu dobiegające z mroku nocy.

 

Sowy, to istoty ze wszech miar niezwykłe i bodaj żadne inne nie budzą takich emocji wśród wszelkiego stworzenia - nie wyłączając ludzi. Większość z nich wybrała noc za swój dzień. I doprawdy nie wiadomo, co było przyczyną, a co skutkiem. Dość jednak,  że wszystkie dzienne zwierzęta wpadają w swoisty amok na widok sowy - nagle cała okolica jednoczy swoje siły! Nawet tradycyjni wrogowie oraz drapieżniki i ich ofiary – dosłownie wszyscy, wspólnym frontem ruszają przeciwko sowie, która udając niewidoczną, przysiadła gdzieś na gałęzi, tuż przy pniu drzewa. Ataki i mobbing trwają dopóty, dopóki sowa nie odleci.

 

Równie emocjonalne i bardzo skomplikowane są nasze relacje z sowami. Oczywiście źródłem owej złożoności jest nasze ich postrzeganie. One - po prostu chcą wieść własne życie, na swój sposób. Sowy tłumnie zaludniają podania, legendy, wierzenia i przesądy we wszystkich kulturach - dosłownie na całej Ziemi. Prawdopodobnie częściej, niż jakiekolwiek inne zwierzę. W Europie sowy początkowo miały się dobrze. Jeszcze u starożytnych Greków, mała Pójdźka była herbowym ptakiem Ateny i symbolizowała wiedzę i mądrość. Potem nadeszła pierwsza wielka rewolucja kulturalna – i Pójdźka wciąż w niektórych miejscach ma zwiastować śmierć i nieszczęście. Jej polska nazwa wzięła się od zawołania, jakie (podobno) krzyczy pośród nocy: „pójdź, pójdź w dołek za kościołek”. Niektórzy wciąż wierzą, że jedynym sposobem, aby uniknąć strasznej klątwy jest zabicie Pójdźki! Może dlatego rzadki to już ptak.

 

Puszczyk z kolei dał początek staropolskim wierzeniom o strzygach, które miały nocą wypijać ludzką krew. Jego głos natomiast do dzisiaj jest znanym motywem filmów grozy – gdzie, tak jak w dawnych (i chciałoby się wierzyć zapomnianych) wierzeniach, zwykle zwiastuje nadejście najgorszego.

 

Cokolwiek złego sowy miały nam przepowiedzieć, całe to nieszczęście i cierpienie najwyraźniej ściągnęły na siebie. Jako te, które nie bały się ciemności, musiały w końcu wzbudzić naszą zazdrość i gniew. W naszej wyobraźni ucieleśniały to wszystko, czego my nie rozumieliśmy – a więc jednocześnie, to czego się baliśmy. Czarne noce, czarne moce, czarna magia, czarownice i czarodzieje – to domena sów. Od wieków były zabijane, a nawet torturowane. Szczególnie okrutny los spotykał piękne Płomykówki. Chwytano je i krzyżowano na wrotach, bramach i drzwiach.  

 

Tymczasem, z naszego - gospodarczego punktu widzenia, trudno o inną grupę zwierząt, które lepiej by nam służyły – dbając o nasze plony i dobytek. Raz jeszcze: nic tak sowom nie smakuje jak gryzonie. I nikt nie myli się tak często i okrutnie jak my – ludzie... 

 

Azjatyckie praplemię Ajnów miało w zwyczaju chwytać Puchacze i trzymać je w swoich osadach. Przez cały rok ptak był traktowany jak przysłowiowy król. Cała wieś dbała o to, aby niczego mu nie brakowało. Jej mieszkańcy mogli nawet głodować, ale gość musiał być syty i zaopiekowany. Po roku, uroczysta procesja z Puchaczem ruszała od chałupy do chałupy. Wszędzie wielki ptak był przyjmowany z największymi honorami. Na koniec, równie uroczyście - duszono Puchacza, opowiadając mu przy tym o wszystkich dobrodziejstwach, jakie spotkały go we wsi. Jednocześnie proszono go, aby po śmierci doniósł do Wielkiego Ducha, jak dobrzy ludzie żyją na Ziemi i wyjednał dla nich wielką życzliwość i moc łask wszelkich. Jakież to ludzkie…

 

Mądre sowy najwyraźniej uczciwie raportowały w zaświatach o tym, co je spotkało na Ziemi – bo Ajnowie już dawno przeszli do historii.

 

Więcej o sowach w legendach i kulturze znajdziecie tutaj.

Autor: Jacek Karczewski

Źródło: Ptaki Polskie

Powiązane artykuły

Tatrzański Park Narodowy

Tatrzański Park Narodowy

01 październik 2010

Powstały w 1954 roku Tatrzański Park Narodowy obejmuje fragment Tatr o powierzchni 21197 ha, z czego ochroną ścisłą został objęty obszar 11514 ha, ochroną częściową – 9312 ha, a ochroną krajobrazową – 338 ha.

WIĘCEJ >
Bączek

Bączek

15 styczeń 2015

Samiec z czarną czapeczką na głowie i grzbietem. Samica podobna, ale bardziej brązowa, kreskowana.

WIĘCEJ >
Dubelt

Dubelt

15 styczeń 2015

Wielkością zbliżony jest do Kawki.

WIĘCEJ >